Koń spokojnie stąpał po ciepłym piasku leśnego duktu wymieszanego z igliwiem. Lucius od niechcenia machnął ręką aby odgonić natrętną muchę. Niespokojnie obejrzał się za siebie, ale nikogo nie ujrzał. Jeszcze wczoraj ścigał go latający demon, nie wspominając o armii nieumarłych. Takie traumatyczne wydarzenia nie pozostają bez wpływu na psychikę. A z psychiką Luciusa było ostatnio nienajlepiej. W dodatku ściemniało się, a podróżował tylko z Dunarthem, gdyż Zuraban i Cyjan pozostali w miasteczku. Jak dla Luciusa, to miasteczko leżało zdecydowanie zbyt blisko niegdysiejszych ruin twierdzy Korishegy, żeby mógł je uznać za bezpieczne. A że kleryk uparł się jechać do stolicy tego małego państewka Lucius od razu postanowił jechać razem z nim. Nie ma to jak stolica – pomyślał – co prawda widywał większe i lepsze, ale nie ma co wybrzydzać. Znajdą się jakieś zamtuzy i karczmy, w których można odpocząć. Są mury, które odgrodzą od niebezpiecznego świata zewnętrznego. W zamian oferując równie niebezpieczny świat wewnętrzny w postaci złodziei, oprychów, morderców i trędowatych, świat brudu, chorób i miejskiego smrodu, ale ten świat przynajmniej znał i wiedział czego się po nim spodziewać. Pijanego zbira można potraktować nawet drobnym czarem – przestraszy się i weźmie nogi za pas, a w lesie i na bezdrożach? Wyskoczy z gęstwiny jakiś miejscowy wilkołek i ani się obejrzysz a już będziesz miał przegryzione gardło. Tak, zdecydowanie wolał śmierdzące, brudne miasto. Spojrzał na jadącego przodem napuszonego kleryka
- Ile nam jeszcze zostało?
- Przed zachodem dojedziemy do leśnego zajazdu, tam przenocujemy. Nie ma co rozbijać się po trakcie nocą
Dunarth chętnie nawet pojechałby dalej, nie mógł już się doczekać dotarcia do miasta. Był z siebie bardzo zadowolony i miał powód. Być może w końcu zdobędzie fundusze na budowę świątyni Ixiona. Korishegy musiał byś sporym problemem dla władz, w końcu jakby nie był to już dawno ktoś by się zajął tymi ruinami. Za zlikwidowanie przeklętego miejsca może znajdzie się jakaś nagroda, a jeśli nie ... cóż, może przynajmniej przekażą grunt pod świątynię. Może być nawet teren po twierdzy, w końcu i tak nigdy go nie używano. Trzeba tylko dostać się do kogoś na odpowiednim stanowisku. Szkoda że nie ma Ramireza, ten to miał różne kontakty.

Rozmyślania kleryka przerwał odgłos przypominający szczekanie, dobiegający zza zakrętu. Dał ostrzegawczy znak Lusiusowi i ostrożnie popędził konia naprzód, w kierunku prześwitującej wśród drzew polany. Na jej skraju, na zwalonym pniu drzewa siedział niski osobnik, pociągający właśnie łyk ze sporych rozmiarów gąsiorka. Ostry zapach unoszony lekkim wiaterkiem zdradzał przednią gorzałkę krasnoludzką.
- Kogóż to widzą me oczy – zdumiał się kleryk - byłbyż to Haldan?
- Ten sam, pater, ten sam – odparł krasnolud odkładając gąsiorek
- Rad jestem, że widzę cię przy życiu i w dobrym zdrowiu. Nie sądziłem że dane nam
będzie się jeszcze spotkać, myślałem że się zaciągnęliście. Ty i ... – donośne czknięcie Haldana przerwało wypowiedź kleryka
- Bo tak było. Zaciągnęliśmy się, Ramirez i ja. Miała się szykować wojna z Aengmorem,
ale ostatecznie wysłali nasz oddział na orki. Oj, srogą rzeźbę zgotowaliśmy zielonoskórym, aż miło było popatrzeć. Szkoda, że cię tam nie było pater, niektórym by się przydała duchowa posługa. A i leczyć było kogo, siła ludzi kulasy potraciła lub inne jeszcze rany odniosła. Kleryków jak na lekarstwo, a te wojskowe lazarety, na bogów, już lepiej pole bitwy wyglądało. Stanowczo odradzam każdemu kurację w lazarecie, tym bardziej, że ci zawszeni cyrulicy coś za bardzo cenili sobie metodę leczniczą polegającą na odcinaniu części ciała, które akurat sprawiały problemy
- Żaden ze mnie żołnierz, żebym się do piechoty zaciągał – odparł chłodno Dunarth - poza tym grzechem byłoby z mej strony narażać ma świętą misję na niepowodzenie, ryzykując utratę życia w obcej sprawie
- Widzę, że nic się nie zmieniło w tym temacie, nadal gadasz jak nawiedzony, wy to chyba musicie lubić. Napijesz się? Czy może twoja reguła zabrania ci tego?
- Bynajmniej, co jest dozwolone a co nie, jest moją decyzją, wszak jestem najwyższym hierarchą – odparł kleryk, biorąc od krasnoluda gąsiorek, z którego pociągnął spory łyk – Zaraza, ależ paskudna ta wasza gorzałka. A tak a propos, to gdzie jest mój młodszy brat w wierze ... gdzie jest Ramirez?
- Tego nie wiem, przyszło nam się rozdzielić w wojsku. Słyszałem, że jego oddział miał ciężką przeprawę z orkami, podobno prawie wszyscy zginęli, ale nic pewnego nie potrafię powiedzieć. Ramirez to szczwany lis, potrzeba czegoś więcej niż cuchnący gobos by posłać go do Ixiona, jestem przekonany że przyjdzie się jeszcze nam z nim napić
- Jeśli taka będzie wola Ixiona ... Ale zapomniałbym. Pozwól, że ci przedstawię Luciusa.
To nasz nowy towarzysz. Właśnie wracamy z Korishegy Keep - Nie mów, więc jednak tam wróciliście? - Haldan uniósł wysoko brwi ściskając prawicę
Luciusa – mówcież, mówcież, nie dajcie się prosić. Co tam słychać u tych elfich krwiopijców?
- Wszystko ci opowiem, ale po drodze, ściemnia się, a podróżowanie po zmroku nie wydaje się najmądrzejszym z pomysłów. Chyba że ... A cóż to za czart? – Z zarośli na polanę wybiegł nagle olbrzymi, czarny brytan, nieledwie mniejszy od samego Haldana.
- Ha! To mój pupil – zarechotał krasnolud – wabi się Demon. Prawda że fajna z niego psina
- Cóż, imię dobrałeś idealnie. Jesteś pewien, że to na pewno tylko pies?
- Spokojnie, bez mojego rozkazu nikomu nic nie zrobi. Jest potulny, jak ten nie przymierzając, baranek

Kleryk, patrząc w inteligentne ślepia psiska, był w stanie przysiąc że jest dokładnie odwrotnie, ale tylko skinął niepewnie głową i poprowadził konia obok maszerującego krasnoluda. Po drodze opowiedział wszystkie wydarzenia, które miały miejsce w Korishegy Keep, w oczywisty sposób wskazując siebie, jako na głównego sprawcę i uczestnika wyprawy, zwanej nieco szumnie krucjatą. Krasnolud zrewanżował się klerykowi kilkoma opowieściami z okresu wojaczki, nie szczędząc przy tym naturalistycznych, niektórzy rzekliby turpistycznych, opisów. Potem zaś dyskusja zeszła na sprawy natury bardziej duchowej aniżeli przyziemnej, do czego zresztą doprowadził Dunarth, mając nikłą nadzieję, że uda mu się nawrócić Haldana na Prawdziwą Wiarę.
- Ty mi tu nie wyskakuj pater z tą waszą duchową nowo mową: spokój duszy, odkupienie, srutu tutu pęczek drutu. Już ja dobrze wiem co wy sprzedajecie, ja tu dam się przekabacić, ładna ceremonia, kwiaty i torcik a potem się zacznie. Koniec z gorzałeczką, w co drugi dzień wypadnie jakiś pościk a żeby jeszcze krasnoluda dobić pełny celibacik. Co, może się mylę?
- Pod każdym względem. Abstynencja nie jest wymagana, choć, nie przeczę, mile widziana. Zresztą dla twego własnego dobra, nawet nie podejrzewasz jaką masakrę robi alkohol w twoich trzewiach. Ale jak mówiłem to twój wybór
- A jakże, nikt mi nie będzie mówił co jest dla mnie dobre
- Co do postów, to fakt, czasem się zdarzają. Ale nie co drugi dzień, najwyżej dwa razy do roku. A już na pewno nikogo się nie zmusza do celibatu. Prawdę powiedziawszy celibat jest w kościele Ixiona całkowicie zakazany. Z mojej woli ma się rozumieć
- A to bardzo ciekawe. Że hierarchów celibat nie obowiązuje. W innych kościołach to powszechne, ciekawość dlaczego nie u ciebie?
- Wyjaśnienie jest bardzo proste. Jak wiesz jestem jedynym klerykiem Ixiona. Cała hierarchia zaczyna się i kończy na mojej osobie. Co do reszty wyznawców to jest jeszcze tylko Zuraban i Ramirez, oczywiście jeśli żyje. Łatwo zatem można wywnioskować, że nasz Kościół znajduje się w drobnym kryzysie
- Drobnym ... hłehłe rehłe
- W tak ciężkich czasach jakie dla nas nastały trzeba sięgać po nadzwyczajne rozwiązania.
A właściwie całkiem zwyczajne. Cóż może być bardziej naturalną metodą pozyskiwania wyznawców niż ich płodzenie. Jak powiedział prorok Choleryk – idźcie i rozmnażajcie się ...
- Przyznaj się, że go zmyśliłeś
- No dobra, ale to ładnie brzmi. Muszę to gdzieś zapisać
- Zapiszesz później, ktoś się zbliża z naprzeciwka





Link do części I
Link do części II
Link do części III
Link do części IV
Link do części V
Link do części VI
Link do części VII
Link do części VIII
Link do części IX
Link do części X
Link do części XI
Link do części XII
Link do części XIII
Link do części XIV
Link do części XV
Link do części XVI
Link do części XVII
Link do części XIX
Link do części XX
Link do części XXI
Link do części XXII
Link do menu komiksowego
Link do strony głównej