Wstęp

Historia ta zaczęła się dawno, dawno temu, gdy świat był jeszcze młody i mało skażony i zanim ujrzał pierwszy wschód księżyca i słońca. Tak, to było bardzo dawno temu, w czasach gdy jeszcze rosły dwa drzewa Valinoru. I właśnie tam wszystko się zaczęło.

Zanim jednak przejdę do właściwej historii kilka(set) słów tytułem wstępu. Tak zwana Kampania Pierwszej Ery rozpoczęła się gdzieś w początkach 2000 roku. Trudno uwierzyć że od tego czasu minęły już cztery lata, a Kampania trwa w najlepsze, i choć jako jej główny reżyser mam jej przebieg z grubsza obmyślony, sam nie wiem jak to się wszystko zakończy. Ale to chyba tylko dodaje pewnego uroku całej zabawie. Na początku trzeba powiedzieć, że wszystkie sesje rozgrywają się w ciągu I Ery historii Śródziemia, a właściwie całej Ardy. Większość wydarzeń i głównych postaci jest opisana w Silmarillionie, na nim się też oparłem tworząc znakomitą większość scenariuszy, można powiedzieć że stanowi dla mnie rodzaj surogatu modułu kampanii; dużego modułu trzeba przyznać. Znajomość tego dzieła okaże się niezwykle przydatna podczas czytania naszej historii, ale postaram się by osoby żyjące dotąd w mrokach niewiedzy (tzn. te, które nie czytały Silmarillionu) nie były zanadto zagubione. Z uwagi na czas jaki upłynął od większości sesji nie wszystkie szczegóły zachowały się w mej pamięci, w związku z tym mała prośba do moich graczy, gdybyście byli przekonani, że coś mocno przeinaczyłem lub wręcz zełgałem, walcie mi to w twarz bez namysłu. Coś w stylu: Wodzu, pieprzysz, to było zupełnie inaczej. I jeszcze jedno, nasze przygody w świecie Mystary opisuję jako gracz, choć w trzeciej osobie, w sposób oczywiście subiektywny i żartobliwy (mam przy tym nadzieję że nikt nie czyje się tym urażony), taką konwencję po prostu wtedy przyjąłem. Tym razem jednak występuję w roli Mistrza, wszystkowiedzącego i nieomylnego, więc historia którą zamierzam opowiedzieć, a raczej sposób w jaki ją przedstawię, będzie się różnił od tego, jak opowiadam wydarzenia rozgrywające się na sesjach Tajfuna. Będzie trochę obiektywniej, no, przynajmniej mniej subiektywnie, w końcu pełen obiektywizm jest nieosiągalny. Oprócz tego nie będę, że się tak wyrażę, kręcił beki ze wszystkiego i ze wszystkich, przynajmniej nie na taką skalę, jak sobie na to pozwalam w Komiksie. To chyba wynika z tego, że jako Mistrz poważniej traktuję swój własny świat. No i jakby nie patrząc to Śródziemie, jakoś nie przystoi odgrywać w nim Monty Pythona. Od czasu do czasu wstawię też komentarz Mistrza, niebędący stricte częścią opowieści a jedynie obrazujący moje spostrzeżenia jako prowadzącego sesję. Jednym słowem ma być poważnie i profesjonalnie, a jak będzie naprawdę to się z czasem okaże. A jeśli ktoś pyta po co to wszystko tu bazgrzę? Cóż, odpowiedź prosta, opisuję wszystko co by czas tego nie zaćmił i niepamięć. No i może ktoś znajdzie tu jakieś ciekawe pomysły do wykorzystania w swoich sesjach.

Piotr „Wodzu” Włodarski

>> Bohaterowie dramatu